Przepis na łejerskie harcerstwo, teatr i szkołę, czyli moja KSIĄŻKA KUCHARSKA / część 20

MAGICZNY ROGALINEK część 2

Ostatnio pisałem o wiekowym dębie, na którym zawiesiliśmy biało-czerwoną flagę. Takich dębów w okolicy Rogalinka i Rogalina jest dużo, łącznie z tymi trzema najsłynniejszymi: Lechem, Czechem i Rusem.

Lata temu, gdy byłem nastoletnim harcerzem, śpiewałem przy ogniaskach przedwojenną harcerską piosenkę pt: „Puszcza”, o której nasz druh drużynowy gawędził, że jest to pieśń harcerzy z Puszczykowa. Przypomniałem ją sobie na obozie Łejerów w Wielkopolskim Parku Narodowym, w Rogalinku. Łejerczaki od razu polubiły ją i zaśpiewały z taką piękną emocją, z jaką się śpiewa na naszych świeczniskach i ogniskach.

PUSZCZA

Puszcza, puszcza kraina baśni 
I wymarzonych snów.
Niech nad nami chylą się drzewa,
Aby zaszumieć znów.

Ref: Hej! Ha! Szumi cały bór,
A my za nim wtór.
Chylimy kornie głowy,
Niech do taktu huczą nam sowy
I cały leśny chór.

Dębie stary, niech twe konary
Zawsze się ku nam gną.
Dzieci Twoje zawsze Ci wierne
Otocz opieką swą.

Ref: Hej! Ha! Szumi cały bór…

słowa i muzyka: autor nieznany

Ze sztuką od rana do wieczora

Dobrze wymyślone spotkania ze sztuką mogą radować i motywować do twórczych działań. Na obozie przewijały się one w różnych formach. Wiecie jak trudno wstać skoro świt i wybiec na poranną gimnastykę, chyba, że na nią zaprasza druhna „Prostownik” Natalia Trafankowska. Wtedy wyginam śmiało ciało i z ochotą biegnę śpiewająco do dalszej aktywności, która często jest nudna i trudna (np. poranne porządki). 

„Porządek trzeba robić, nieporządek robi się sam” 

Tadeusz Kotarbiński

Sanepid

To tajemnicze słowo pojawia się na łejerskich obozach co roku. Tajemnicze, bo zapomnieliśmy przekazać dzieciom, co ten skrót oznacza. Wywołuje ono ambiwalencję uczuć, budzi lekki strach i emocję artystyczną. Trzeba bowiem, po pierwsze: zrobić porządki w sypialni, a po drugie: przygotować etiudkę teatralną na temat porządków właśnie. Dodatkową emocję budzi fakt, że nie wiadomo o której godzinie ten „Sanepid” (komisja porządkowa złożona z wychowawców i zastępowych) się pojawi!? Z porządkami bywało różnie, zaś kreatywność przygotowanych etiudek była zadziwiająca. To był pokaz samodzielnych pomysłów dzieci w zespole, pomysłów, które rodziły się w bólach i kłótniach, a ich owocem był powstały w krótkim czasie wspólny występ. O to właśnie chodzi w łejerskiej metodzie wychowania przez teatr, aby dzieci w grupie rówieśniczej potrafiły się dogadać bez udziału dorosłych. Ta umiejętność pracy w zespole bardzo się przydaje w zajęciach teatralnych od 4 klasy.

Gdy któregoś lata powiedzieliśmy dzieciom, że dziś pojawi się prawdziwy SANEPID (Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna) dzieci zawołały: „To nasz nie jest prawdziwy?!”

Łejery Plenery 

Malowanie, rysowanie to w łejerskiej szkole długoletnia tradycja. Dzieci lubią zajęcia plastyczne, ale żeby wydobyć z nich twórcze myślenie potrzebny jest mistrz – nauczyciel-metodyk. Od początku istnienia szkółki mieliśmy wielkie szczęście do mistrzyń. Pierwsza z nich to Grażyna Daniel, która przez całe lata, aż do dziś powoduje, że dziecięce prace plastyczne są na najwyższym poziomie. Pamiętam, przed laty, odwiedził nas śp. Profesor Jarosław Maszewski z Akademii Sztuk Pięknych. Tak skomentował prace dziecięce: „toż to prawdziwe scenografie”.

Latem tego roku, w magicznym Rogalinku, Dorota Sroka-Jarmulska uskrzydlała plastycznie Łejerczyków. Miło było patrzeć na gromadki dzieci tworzące swoje dziełka.

To były przygrywki-plenerki do Wielkiego Pleneru pod Dębami w Rogalinie, który odbył się pod słynnymi dębami: Lechem, Czechem i Rusem. Dzieci uzbrojone w pędzle i kartony przystąpiły do tworzenia dzieł. „Galeria pod Dębami” poniżej.

foto: Dorota Sroka – Jarmulska

Żar z nieba

Jak głosi stare porzekadło: „Jeszcze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził”. Upały doskwierały nam niemiłosiernie. Najlepiej, żeby zadowolić wszystkich, trzeba by zastosować zdanie przeciwstawne: „Słońce świeci, a deszcz pada”. Niestety żar lał się z nieba , a tu ani basenu, ani jeziora. Obok nas płynie Warta, ale w niej kąpać się nie warto!

Nagle usłyszeliśmy dźwięki „koguta” i zza krzaków wybiegł druh Jurek Strażak z sikawką (strażacy też do siebie mówią druhu). I zaczął się bal pod strumieniami wody dla ochłody, tarzania się w piachu, by znów powrócić pod strażacki wąż. Piskom, krzykom, radościom nie było końca. Prysznic przywrócił Łejerskim nową energię.

Inwazja much

Inwazja much była chyba największym minusem naszego obozu. Ich ciągłe bzykanie i chaotyczne latanie było bardzo irytujące. Nie pomagały żadne psikadła, smarowidła, muchozole, ani inne zole. Te natrętne muszydła atakowały nas z szybkością Messerschmittów.

Jak tu spać? Jak tu żyć? Musimy znaleźć na przyszłość jeszcze jakieś sposoby by się od nich opędzić.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: