Przepis na łejerskie harcerstwo, teatr i szkołę, czyli moja KSIĄŻKA KUCHARSKA / część 3

Z nową solą w oku i w sercu, czyli teatralne peregrynacje po Nowej Soli.

Nowa Sól, szczęśliwie nie była przez wojnę bardzo zniszczona. Większość cudeniek architektonicznych, w tym sporo pałacyków i domów w stylu secesyjnym, pozostało nienaruszonych. Odkąd sięgam pamięcią, moje wędrówki po miasteczku miały w sobie coś magicznego, coś czego wtedy nie rozumiałem.

To było takie wrażenie jakby oglądane przeze mnie domy, podwórka, klatki schodowe, piwnice, strych, stawały się scenografią wymyślanych przeze mnie historyjek, a przeróżne przedmioty – rekwizytami. Przy ulicy Nowotki stało kilkanaście niskich, przyklejonych do siebie kamieniczek, w których mieściły się rozmaite sklepiki i zakłady rzemieślnicze. Może nieco podobne do tych cynamonowych w Drohobyczu Brunona Schulza…. W każdym razie w jednym z nich kupowaliśmy długie, brązowe rurki cynamonu, który wtedy bardzo mi smakował. 

Nowosolskie sklepy cynamonowe

Na narożniku ulic Nowotki i Wyspiańskiego stoi do dziś najpiękniejszy, moim zdaniem, dom-pałacyk z żółtej cegły, z czarodziejską wieżyczką. Wiele pomysłów, co mogłoby dziać się w tym domu, przychodziło mi wtedy do głowy. Myślę, że gdyby Małgorzata Musierowicz mieszkała w Nowej Soli, to tam właśnie ulokowałaby literacką rodzinę Borejków. Innym czarodziejskim miejscem było ogrodnictwo Michałowskich „Za torami”. Pachniało tam ciepłą ziemią, warzywami, owocami i kwiatami, zamkniętymi w wielkich oranżeriach. To tam z okazji imienin czy urodzin kupowaliśmy, modne wówczas, prymulki i fiołki alpejskie w doniczkach, artystycznie owiniętych karbowaną bibułą.

Dom z czarodziejską wieżyczką

Niedaleko naszego domu, do lasku nad rzeczką przybywał czasem latem cygański tabor, do którego niezwykle mnie ciągnęło. Zupełnie jak tatę, który w dzieciństwie przebywał dniami i nocami z Cyganami nad Wrześnicą. Czekałem na tych Cyganów tak, jak w „Stu latach samotności” czekali mieszkańcy kolumbijskiej wioski Mocando. Lud to był fascynujący. Urzekała mnie ich fantazja, poczucie wolności i zbratanie z przyrodą, a muzyka, śpiewy i tańce zachwycały szczególnie. Najbardziej oczarował mnie czardasz, na początku wolny, szeroki, rozmarzony… potem rozpędzony, szalony.

Szkoła muzyczna Jureczka

Dziecięce sentymenty zaowocowały naszym czardaszem, śpiewanym od lat przy ogniskach i kominkach przez Łejery. Ubrałem, jak umiałem, w słowa nastroje tamtych cygańskich, a potem harcerskich ognisk. Muzykę napisał nasz nadworny łejerski kompozytor, maestro Mariusz Matuszewski, a refren brzmi tak:

Czar ogniska łańcuch splótł,

By radośnie wieńczyć trud

Dłoni wieńcem, tańcem, śpiewem

I młodości śmiechem.

W rytm czardasza bracie stań,

Skrzypiec świerszczy słuchaj grań,

Zawirują, zawirują,

Ogień, woda, las…”

Lila, Franuś i Jerzyk

CIĄG DALSZY NASTĄPI…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: