ŁEJERY to czciciele pogodnego oblicza, to optymistyczny styl życia w gromadzie, w której jest bezpiecznie i radośnie. To atmosfera pogodnego współżycia z dystansem do siebie i poczuciem humoru. Ten radosny styl dominuje również w łejerskim repertuarze artystycznym.
Elżbieta Drygas, Jerzy Hamerski / Koncepcja autorska Szkoły Łejery – wizja
Będąc nauczycielem z 58-letnim stażem, nigdy nie byłem wychowawcą na tradycyjnych koloniach czy obozach. Zawsze formy letniego czy zimowego wypoczynku dzieci i młodzieży były dla mnie pointą całorocznej pracy wychowawczo – artystycznej.
Niech ten obóz w Rogalinku, ostatniego lata, będzie podsumowaniem moich pedagogicznych doświadczeń, które być może będą propozycją do naśladowania przez kolejne pokolenia Łejerów.
Wiele było takich obozów letnich i zimowisk w prawie 50-letniej historii Łejerów. Wszystko zaczęło się w 1976 na obozie we Wrączynie koło Pobiedzisk, na który dotarliśmy z Poznania na rowerach. Zbudowaliśmy tam „Otwarty Gród” nawiązujący do harcerskiego szczepu „Otwartych”, z którego rok później wyłoniła się harcerska drużyna artystyczna „ŁEJERY”. Nasze namioty rozbijaliśmy nad morzem, w zamczysku Siedlisku, nad lubuskimi jeziorami, w Bieszczadach, w Beskidzie Sądeckim, Karkonoszach czy w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Bywaliśmy też za granicą: w Czechach, na Węgrzech, w Niemczech, na Krymie w ZSSR, w Holandii i Angli.
W 2021 roku, gdy w Polsce panowała pandemia, odkryliśmy na nowo magiczny Rogalinek, położony malowniczo nad Wartą wśród słynnych rogalińskich dębów. Po roku przerwy znów wróciliśmy do Rogalinka.
Było wiele niezwykłych obozów w dziejach Łejerów, lecz ten, w mojej ocenie, wydaje się być jednym z najpiękniejszych, będąc kwinesencją dotychczasowych doświadczeń.
Programowo był to Pedagogiczny Raj, w którym splatały się harmonijnie wypracowane przez Łejery metody wychowawcze z artystycznymi. Wspaniała kadra wychowawczo – artystyczna, którą miałem wielką przyjemność kierować: druhna Ela Drygas, druhna Natalia Trafankowska (ps. „Prostownica”). Druhna Paulina Andrzejewska, druhna Asia Wrzeszczyńska i druh Staszek Pawlak.

Połączono na nim harcerskie korzenie Łejerów z tradycyjnymi formami działań i warsztatami artystycznymi, będącymi kluczem wychowawczo-programowym Łejerów.
Na każdym obozie Łejerów przygotowywaliśmy kolejny spektakl teatralny czy program telewizyjny. Przybywali do nas wzbogacacze m.in. Wanda Chotomska, Emilia Waśniowska, Juliusz Kubel, Mariusz Matuszewski, Marcin Matuszewski, Adam Konieczny, Stanisław Pawlak czy Natalia Trafankowska. Każdy obóz miał swoje hasło programowe: np. „Włos ci z głowy nie spadnie”, „Czar ogniska”, „Masz prawo do swych praw”, „Alicja w krainie czarów”, „Warszawskie dzieci” itd. W tym roku było to: „Rozwesoło w Rogalinku”, czyli przygotowanie programu na 10-lecie Sceny Wspólnej.
Dlaczego harcerstwo?
W naszej szkole po harcerstwie została forma zwracania się do dorosłych „druhno” i „druhu” bez względu na funkcję, którą pełnią w szkole i zajęcia teatralne.
Od lat czerwcowo-lipcową porą – w Łutowcu, Rudence, Świerardowie, Kosarzyskach, Korczakowie, Ogrodzieńcu, a ostatnio w Rogalinku – powracamy z Łejerami do tych harcerskich korzeni, do ognisk i świecznisk, które kończą dzień na naszych chórkowych obozach nawiązując do działalności drużyny harcerskiej o specjalności artystycznej.
Wszystko zaczęło się od harcerstwa, które w dzieciństwie zaspokajało moją potrzebę bycia w gromadzie rówieśników i dowodzenia nimi, dawało możliwość artystycznych popisów – śpiewania, grania i występowania na ogniskach, w skeczach i monologach. Pielęgnowanie tradycji poprzez obrzędy, zwyczaje, symbole, pieśni, uważam za bardzo ważne w życiu dziecięcej gromady.
Gdy zostałem nauczycielem, harcerska metoda pomagała mi w docieraniu do dzieci, dostarczała pomysłów. Zawsze mi się wydawało, że harcerstwo powinno działać tak, jak orkiestra dęta zjawiająca się nagle w trakcie szarego i smutnego dnia, a dzieciaki za nią jak w dym. Moje harcerstwo było dla dzieci taką właśnie „orkiestrą dętą”, wabikiem, który przyciągał radosnym działaniem, wspomnianą obrzędowością, symbolami mającymi magiczny, teatralny klimat, no i piosenką z udziałem akordeonu i gitary.
Moje myślenie o dziecięcym teatrze, o jego wychowawczych i artystycznych walorach, o jego formie i treści, rozpoczęło się właśnie przy ognisku. Gdy jest dobrze przemyślane i przygotowane, oczarowuje bogactwem treści wychowawczych i artystycznych, zmieniając się w swoisty teatr pod gołym niebem. Teatr, którego scenografię stanowią zebrane wokół niego postaci, ściana lasu i tafla jeziora, a głównym reflektorem jest ogień. Takie wydarzenie sprzyja wesołej zabawie i śpiewom, tańcowi i poezji, ale też refleksjom i rozmowom o ważnych sprawach. Ognisko to miejsce, w którym gromada kultywuje swoje zwyczaje, dokonuje obrzędów. Ich uroczysty charakter, staranna reżyseria cementują zespołową więź, pozwalają wychowywać przez emocje, kształtują wrażliwość, wyobraźnię, styl bycia.
CIĄG DALSZY NASTĄPI…


Jedna odpowiedź na “Rozwesoło w Rogalinku”