Elżbieta Drygas i Jerzy Hamerski. PALACZE ŁEJERÓW

„Głos Wielkopolski” 21/22 stycznia 2006 r.

*Elżbieta Drygas jest…

Jerzy Hamerski: – Rodowitą poznanianką, absolwentką technologii rolno-spożywczej na Akademii Rolniczej i pedagogiki na UAM. Z teatrem związana od dzieciństwa. Już jako ośmiolatka, dyrektorka teatru na klatce schodowej, a potem laureatka konkursów recytatorskich. Rodzice próbowali wybić jej z głowy aktorskie fanaberie, ale jak widać bezskutecznie. Przez piętnaście lat była nauczycielką w szkołach średnich, gdzie prowadziła teatr szkolny. Od dwudziestu lat instruktor teatralny, współzałożycielka Szkoły „Łejery”.

Elżbieta Drygas: – Gdy patrzę z perspektywy czasu na Łejery, to muszę przyznać, że przez wielu laty nie wierzyłam, iż uda nam się założyć szkołę autorską o kierunku wychowanie przez sztukę i przetrwa ona tyle lat.

*Jerzy Hamerski jest…

Elżbieta Drygas: -Animatorem kultury, pedagogiem, instruktorem teatralnym. Urodził się w Hersfeld w Niemczech, wychował w Nowej Soli, swoje dorosłe życie związał z Poznaniem. Absolwent pedagogiki UAM. Przez kilka lat pracował w SP nr 89 w Poznaniu, w Ogólnopolskim Ośrodku Sztuki dla dzieci i Młodzieży. Założyciel najpierw drużyny harcerskiej „Łejery”, potem teatru dziecięco-młodzieżowego i w końcu szkoły autorskiej, której przez dziesięć lat był dyrektorem.

Jerzy Hamerski: – Jesteśmy „palaczami” w Łejerach. Trzeba palić, aby jego ogień palił się niezmiennym żarem. Ela jest moją koleżanką „palaczką” od ponad ponad 40 lat. Robimy to, co najbardziej lubimy i co umiemy.

* Jak się poznaliście?

E.D.: – Teatrzyk szkolny, który wtedy prowadziłam w Zespole Szkół Przemysłu Spożywczego w Poznaniu, wygrał przegląd teatralny. Mój zespół zespół zajął pierwsze miejsce w grupie teatrów młodzieżowych, a „Łejery” w grupie dziecięcych. I tak spotkaliśmy się na scenie, odbierając nagrody. Byłam pod dużym wrażeniem zawodowych doświadczeń Jurka w jego pracy z dziećmi. Z tej fascynacji narodził się pomysł zapisania do „Łejerów” mojej dziesięcioletniej córki, a wraz z nią i ja zaczęłam przychodzić na próby – najpierw do klubu „Rondo”, potem do MDK nr 2 „Harcówka”.

J.H.: – Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Elę, dostrzegłem u niej taki szalony (oczywiście w sensie pozytywnym) blask w oku i szybko zrozumiałem, że nasze spotkanie nie jest przypadkowe.

* Aby założyć autorską szkołę, w 1990 roku, trzeba było niemało wysiłku, zapału i wiary, że uda się przedsięwzięcie na pozór niemożliwe do zrealizaowania.

E.D.: – Na długo zanim powstała szkoła rozmawialiśmy o tym, jak byłoby wspaniale stworzyć szkołę, do której dzieci chodziłyby z radością – szkołę radosną i przyjazną uczniowi. Ja pewnie ograniczyłabym się do marzeń, w przeciwieństwie do Jurka, który od razu wziął się do działania.

J.H.: – Uzupełniamy się, co bardzo pomaga w codziennej pracy. Ela ma umiejętności, których mi brakuje, na przykład charakteryzuje ją niespotykana cierpliwość. Potrafi operować nożyczkami w taki sposób, że tworzy widowisko bardzo atrakcyjne i czytelne dla dziecięcego widza. Ma też umiejętność bardziej indywidualnego docierania do dziecka, w przeciwieństwie do mnie, bo ja kieruję się raczej grupą i czasami pojedyńczy człowiek gdzieś mi umyka. Nie ma talentu do śpiewania, w czym mi ustępuje, przyznam nieskromnie.

Z Elą łączy mnie nie tylko praca zawodowa, ale też przyjaźń. Czytamy te same książki, zgadzamy się w wielu sprawach, choćby w kwestiach politycznych. Dzięki temu tyle lat udaje nam  się ze sobą wytrzymać, choć zdarzają się oczywiście konflikty. Ona jest uparta i ja jestem uparty. Na szczęście potrafimy sobie wybaczyć, choć słowo „przepraszam” często nie pada. 

E.D.: – Jurek ma zdolności kierownicze, przywódcze, dzięki którym udało się nam nie tylko założyć szkolę, ale też ją wybudować, dzięki pomocy przyjaciół z Holandii. Jest to też zasługa jego optymizmu i przekonania, że nie ma rzeczy niemożliwych do zrealizowania i tak też się stało. Potrafi zgromadzić wokół siebie ogromną grupę entuzjastów: rodziców, nauczycieli. Tamte lata wspominam jako czas najfajniejszej przygody w moim życiu i dziękuję losowi, że pozwolił mi jej doświadczyć. 

J.H.: – To było prawdziwe szaleństwo i aż trudno uwierzyć, że się udało. Nie żałuję ani minuty.

* Czy plany i marzenia też związane są z „Łejerami”?

E.D.: – Jesteśmy emerytami…

J.H.: – Ale bardzo nietypowymi, bo ciągle zajętymi. Nadal pracujemy w „Łejerach”, ale w mniejszym wymiarze godzin. Teraz robimy tylko to, co naprawdę lubimy i co naprawdę umiemy, czyli na przykład ja nie muszę już być dyrektorem. Nie było to moje ulubione zajęcie, bo liczne obowiązki z tym związane, odsuwały mnie od pracy z dziećmi. 

E.D.: – Nie tylko prowadzimy zajęcia z dziećmi, ale też spotykamy się z nauczycielami z całej Polski, z którymi dzielimy się swoimi doświadczeniami dotyczącymi wychowania przez sztukę. Sprawiają nam one sporo radości i satysfakcji.

J.H.: – Marzenia? Chciałbym jak najdłużej pracować z „Łejerami”, ale z pełną świadomością tego, żeby umieć odejść we właściwym momencie. To ważne.

Odpytywała: Edyta Wasielewska GŁOS WIELKOPOLSKI

Dodaj komentarz