Co się dzieje w klasie szkolnej?

Drodzy Rodzice i Nauczyciele!

Od ponad roku zamieszkał w naszych szkołach nieproszony „gość” – koronawirus. Zamaskowany hula bezkarnie, niszcząc co w nich najważniejsze. Wymiata ze szkół normalność i radość. Zabrania kontaktów, przenosząc je w odhumanizowany wirtualny świat. Oducza uczenia się w bezpośredniej relacji nauczyciel – uczeń. Pozbawia tak ważnych codziennych kontaktów „na żywo” między uczniami, nauczycielami, rodzicami.

Jak pisałem wcześniej, mam ostatnio bardzo częsty kontakt z Profesorem Heliodorem Muszyńskim, który jak wiecie, jest „Ojcem chrzestnym” Łejerów. To pod Jego pedagogicznym „parasolem”, w 1975 roku, powstał harcerski szczep „Otwartych”, z którego wyłoniła się drużyna artystyczna „Łejery”. 

29 kwietnia miną 52 lata od rozpoczęcia mojej poznańskiej przygody z pedagogiką. Wtedy to rozpocząłem fascynującą pracę w Szkole Podstawowej nr 89 – bazowej placówce Poznańskiego Eksperymentu Edukacyjnego, pod kierownictwem docenta Heliodora Muszyńskiego i zastępcy dyrektora szkoły – Zbigniewa Czarnucha.

Kiedy po 45 latach, wracam do tamtego czasu, pisząc „Moją książkę kucharską, czyli przepisy na łejerskie harcerstwo, teatr i szkołę” uświadamiam sobie jak bliskie są powiązania teoretycznych założeń i praktycznych rozwiązań Profesora z Łejerami i jak również dzięki nim, możemy cieszyć się takim stażem.

Jednym z ważnych przykładów tych związków, moim zdaniem, są treści zawarte w preambule Małej Konstytucji Republiki Łejerskiej.

Oto jej brzmienie:

MY, UCZNIOWIE  chcemy, by nauka w szkole zapewniając nam wysoki poziom wiedzy i umiejętności, jednocześnie była dla nas w jak największym stopniu radością, a nie stresem. Chcemy, aby szkoła dobrze przygotowała nas do życia w świecie dorosłych, by była dla nas drugim domem, bezpiecznym i przyjaznym i żeby nie brakowało w niej rozrywki. Chcemy, żeby szkoła była tolerancyjna wobec naszych poglądów i zainteresowań.

MY, NAUCZYCIELE chcemy tworzyć szkołę bezpieczną, w której uczniowie nie boją się nas, a my – nie boimy się uczniów i rodziców; szkołę mądrą, w której nauka staje się sposobem rozwoju uczniów i nauczycieli, w której dzieci uczą się po to, by wiedzieć, umieć, by zdobywać kompetencje do pracy wykonywanej z radością. W takiej szkole motywacją do nauki nie ma być rywalizacja, zdobywanie za wszelką cenę najlepszych ocen, czy spełnianie czyichś oczekiwań. Chcemy tak wychować naszych uczniów, by byli wrażliwi na drugiego człowieka, na sztukę i przyrodę, by znali i lubili siebie, radzili sobie ze sobą i ze światem, by dążyli do własnego rozwoju, byli mądrzy, samodzielni i odważni.

MY, RODZICE  chcemy pomagać w tworzeniu przyjaznej szkoły dla naszych dzieci – miejsca ich wszechstronnego rozwoju, gdzie dla zdobycia potrzebnej im wiedzy dzieci nie będą musiały przeżywać strachu i upokorzeń, gdzie natomiast zyskają wiarę w siebie i w swoje możliwości, w całej pełni zdołają rozpoznać i wyrazić swoją osobowość, wykorzystać swoją naturalną chłonność, ciekawość świata i inteligencję. Chcemy, by w takiej szkole nasze dzieci nauczyły się cenić wiedzę i poznały sposoby jej zdobywania. Chcemy, by umiały się uczyć. Mądra i dobra szkoła ma nam pomóc w wychowaniu mądrych i dobrych ludzi -optymistycznych, śmiałych, tolerancyjnych i pełnych twórczej energii oraz dobrej woli, słowem – ludzi wolnych.

Od roku nasze szkoły znalazły się w nowych warunkach i stanęły w obliczu nowych zagrożeń. Dotyczą one między innymi stosunków między uczniami. Nie zawsze są one bezpieczne i zdrowe. Zwraca na to uwagę Profesor Muszyński pisząc o uczniowskich dramatach w szkole. Potrzebują oni zrozumienia i pomocy. Przyszedł czas, moim zdaniem, by jak najszybciej zasiąść do stołu z nauczycielami, uczniami i rodzicami, jak zasiadaliśmy kiedyś, gdy powstawała Konstytucja Republiki Łejerskiej. To był historyczny moment! Teraz też jest to taki moment! Proponuję by tematem rozmów było zweryfikowanie metod i narzędzi tak skutecznych w łejerskim programie wychowawczym i dydaktycznym, oraz wymyślenie „szczepionki” na czas po pandemii, bo już nie będzie tak jak dawniej.

A teraz oddaję głos Profesorowi Muszyńskiemu.

Heliodor Muszyński

Dziecięce i młodzieżowe dramaty – ze szkołą w tle 

Nie nadążymy z niesieniem uczniom pomocy psychologicznej  i psychiatrycznej,  jeżeli będziemy nadal mieli szkołę taką, jaką mamy. 

CZĘŚĆ II

OD AUTORA

W tekście, jaki niżej przedstawiam Czytelnikowi, poruszane są kwestie wciąż obecne w życiu naszych dzieci jako uczniów. Dotyczą one roli stosunków między nimi w warunkach życia szkolnego. Mogłoby się wydawać, ze teraz, w czasie pandemii, tracą one swoje znaczenie, bo jedną ze zmian, jakie ona spowodowała, jest właśnie zanik tego życia. Wszak nasze dzieci siedzą całymi dniami w domu i tęsknią do szkoły, a także do rówieśników. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że ich życie i wzajemne relacje uległy zanikowi lub osłabieniu. Zmieniły się jedynie formy wzajemnych kontaktów, ale one same pozostały i wciąż odgrywają w życiu naszych dzieci, jak było to dotąd, niezwykle doniosłą rolę. Okazywać przyjaźń i szacunek lub niechęć i wzgardę można także posługując się komórką lub smartfonem. A nasze dzieci nabrały niebywałej sprawności w posługiwaniu się nimi. Tak więc, zmieniły się formy, w jakich nasze dzieci tworzą i uprawiają wzajemne relacje, ale one same pozostały, a co więcej, często jeszcze bardziej niż dotąd wyznaczają mniej lub więcej szczęśliwy, ale także nieszczęśliwy, los naszego dziecka. Tym bardziej więc potrzebują one dziś naszego, rodziców, nauczycieli i wychowawców, zrozumienia, a nierzadko pomocy. 

A teraz sprawa najważniejsza. W tekście, który znajdą poniżej moi Szanowni Czytelnicy, zajmuję się tymi dramatami, jakich scenerią w życiu naszych dzieci jest szkoła. Nie twierdzę, że wszystkie one dzieją się w szkole, ale z całą pewnością znaczna ich większość. Czy miałoby to oznaczać, że winą za nie próbuję obarczyć nauczycieli, a tym samym wzbudzać jakieś zarzuty pod ich adresem ze strony rodziców? Jestem jak najdalszy od takiego sposobu widzenia stojących dziś przed nami dylematów. Stoję niezłomnie na stanowisku, że my, rodzice, i my, nauczyciele (bo przecież zwykle jesteśmy jednymi i drugimi zarazem!) mamy taką szkołę, jaką stwarzają nam decydenci. Co więcej, jesteśmy na taką szkołę skazani! Jesteśmy więc po tej samej stronie. A kiedy dostrzegamy słabości lub braki tej szkoły, to powinniśmy się jednoczyć we wspólnej trosce o to, aby przyczyniać się do jej jakości. My, rodzice i my, nauczyciele, chcemy po prostu jak najlepszej szkoły dla naszych dzieci! Naszą wspólną troską musi być, aby czuły się w niej bezpieczne, otoczone przyjaźnią i zrozumieniem. Dlatego potrzebna jest nam świadomość, gdzie kryją się jej słabości i braki.  

                                                     

Co się dzieje w klasie szkolnej? 

Kiedy dziecko przestaje być dzieckiem, a staje się nastolatkiem i z każdym rokiem będzie wkraczać coraz dalej w wiek dorastania, klasa szkolna, w której dotąd „pobierało naukę”, zaczyna odgrywać zupełnie nową rolę w jego życiu. Dotąd swą potrzebę akceptacji własnej osoby zaspokajało dzięki uczuciom pozyskiwanym głównie od rodziców, a potem także nauczycieli. Teraz nade wszystko potrzebuje akceptacji ze strony rówieśników. Z nimi spotyka się codziennie w klasie szkolnej. To w niej pragnie być kimś lubianym i cenionym, mieć zaufanych przyjaciół… Kiedy udaje mu się to osiągnąć, nabiera poczucia własnej wartości, wiary w siebie i chęci do działania.

W każdej klasie uczniowie różnią się między sobą pod względem ilości sympatii, uznania i prestiżu, jakie zyskują ze strony innych. Ale niemal każdemu zależy na tym, aby tej klasowej aprobaty zyskiwać jak najwięcej.   Na tej zasadzie kształtuje swoista drabina popularności i znaczenia a klasie, którą psychologowie określili mianem „porządku dziobania” (nazwa zaczerpnięta z obserwacji nad stadem wolno żyjących kur, w którym każda ma nad sobą takie, przez które jest dziobana, a pod sobą takie, które sama dziobie. Na szczycie stada jest kura, która może dziobać każdą inną, a na samym dole kura, którą każda inna może dziobać). W każdej klasie toczy się rywalizacja o miejsce w tym „porządku dziobania”. Każdemu  uczniowi zależy na tym, aby być akceptowanym  jako członek grupy, jak również na tym, aby zajmować możliwie wysokie miejsce w tej hierarchii popularności i znaczenia. 

            Ta tocząca się w każdej  klasie rywalizacja szybko prowadzi do podziału członków klasy na dwie kategorie. Pierwszą stanowią uczniowie – konformiści, którzy chcą jedynie być możliwie najmniej „dziobani”. Mogą to osiągnąć przez usilne starania o to, aby swym zachowaniem nie narażać się na krytykę i zyskiwać aprobatę oraz uznanie klasy. Drugą kategorię natomiast stanowią uczniowie – aktywiści, którzy sami aspirują do „dziobania”, a więc do przywództwa w klasie. To między nimi toczy się walka o narzucenie innym swoich reguł, swego zdania, a także woli. Rywalizacja między nimi przybiera z reguły postać demonstrowania własnej siły i osiągania przewagi nad rywalami. A wówczas nierzadko chętnie uciekają się do agresji i przemocy.  

          Agresja i przemoc rówieśnicza w klasie szkolnej są zjawiskami znanymi od bardzo dawna. Ale nigdy wcześniej nie przybierała takich form, jak to się dzieje współcześnie. W dawnej szkole uczniowie walczyli między sobą o pozycję w klasie  uciekając się głównie do przemocy fizycznej, dziś spotykanej jeszcze jedynie w klasach młodszych. Jej miejsce zajęła natomiast rozpowszechniona, o wiele bardziej wyrafinowana i pognębiająca rywali przemoc psychiczna. Teraz nie chodzi o to, aby przeciwnikowi okazać fizyczną przewagę lub zadać ból, lecz o to, aby mu dokuczyć,  poniżyć go, oczernić, ośmieszyć, zastraszyć czy pozbawić pewności siebie i dobrego  imienia. 

          W klasie nastolatków, w której toczy się walka o popularność, uznanie i wpływy, do takiej agresji i przemocy dochodzi  łatwo. Krytykowanie, poniżanie, nękanie lub ośmieszanie kogoś jest traktowane jako sposób na pozyskiwanie uznania i znaczenia w oczach innych. Potrzeba dominacji łatwo wyzwala zachowania agresywne. Mają one obniżyć pozycję ewentualnych rywali, wzbudzić respekt u innych, samym zaś agresorom dostarczać poczucia władzy  i znaczenia. 

            Taka przemoc rówieśnicza w klasie łatwo się kryje przed wglądem i nadzorem dorosłych, a zwłaszcza nauczycieli. Nikt, ani ofiara, ani świadek, nie pójdzie  na skargę i nie będzie się przed nikim żalił. Byłby zresztą niewiarygodny, bo łatwo mu zaprzeczyć.  Prześladowcy zaś dyskretnie operują różnymi sposobami nękania, poniżania  i zastraszania swych ofiar. Z reguły też wciągają w to innych. Dręczenie lub nękanie  odbywa się bez drastycznych napaści lub wyzwisk, często z niewinnym, a nawet  pozornie przyjaznym, wyrazem twarzy. Utajnieniu uprawianej w klasie przemocy  doskonale służy też przeniesienie tego prześladowczego procederu w sferę komunikacji pośredniej, z zastosowaniem telefonów komórkowych czy smartfonów.    

            Przemoc psychiczna w klasie szkolnej, wskutek tego, że jest tak ukryta, może bujnie się rozwijać i szerzyć. Przywódcy stosują ją dla utrzymania i demonstrowania swej dominującej pozycji, inni czynnie się do nich przyłączają lub im przyklaskują. Jeszcze inni, z obawy o swoje  bezpieczeństwo, zachowują milczenie. W ten sposób przemoc udziela się większości i staje się klasową codziennością. 

Anatomia klasowego linczowania 

Rywalizacja uczniów o pozycję, uznanie i wpływy w klasie bardzo często (choć nie zawsze, co zależy od składu klasy) prowadzi do ukształtowania się w niej hierarchii o strukturze pionowej. Na jej szczycie znajduje się przywódca klasy, zazwyczaj otoczony świtą najbliższych sobie i oddanych popleczników. Nieco niżej plasują się uczniowie oddani tej elicie, popierający ją i czynnie uczestniczący w jej poczynaniach. Trzon klasy stanowią zwykle bierni uczestnicy życia klasowego, których zasadą jest pozostawać na uboczu klasowych tarć lub rozgrywek. Na samym zaś dole mogą znaleźć się nieliczni  nie liczący się w życiu klasy, których jedyną troską jest własne bezpieczeństwo, a więc  nienarażanie się innym. 

          Życie zespołu w tak autokratycznie uformowanej klasie szkolnej toczy się zawsze według norm, obyczajów i wzorów zachowania, które narzuca i egzekwuje jej przywódca wraz z elitą. Dąży on do eksponowania swej dominującej pozycji w klasie w niezawodny sposób: przez  demonstrowanie swej siły i wymuszanie dla niej podporządkowania się i uległości. Temu celowi najlepiej służy swoisty terror polegający na demonstracyjnym, na oczach całej klasy, stosowaniu przemocy wobec wybranej ofiary (lub ofiar). Proceder jej, zwykle widowiskowego, dręczenia ma wywoływać efekt dominacji przywódcy, co, oczywiście, jemu samemu przynosi zadowolenie i podnosi poczucie osobistej wartości. 

             Zorganizowana w klasie przemoc rówieśnicza przebiega według woli, pomysłów i inicjatywy przywódcy i ewentualnych popleczników. Jeśli demonstracyjne posiadanie władzy zaspokaja jego ważne potrzeby, zaś zachowania zaczepne dostarczają mu zadowolenia i poczucia mocy, jeśli nadto brak mu empatii i wrażliwości na cudze cierpienie, będzie szukał w klasie kogoś, na kim mógłby efektownie zaspokajać swoją potrzebę agresji i przemocy. W ten sposób staje się w klasie zarazem głównym egzekutorem przemocy, ale także tym, kto ją obmyśla, aranżuje i do niej zachęca… Jej stosowanie staje się widowiskiem, a klasa niezbędną widownią, bez udziału której  sama przemoc nie byłaby dla sprawcy tak atrakcyjna.

Na początku dokonuje wyboru ofiary. Nadaje się na nią uczeń słabszy psychicznie, a przede wszystkim pod jakimś względem  „inny”, różniący się od reszty,  dający się wyobcować z klasowej społeczności…

            Przemoc rówieśnicza w klasie szkolnej nie powstaje od razu. Rozwija się  powoli, krok za krokiem, a wiodącą w tym procesie rolę odgrywa zawsze przywódca, jeśli tylko znajdzie dla siebie poklask i współuczestnictwo. Na początku dokonuje wyboru ofiary. Nadaje się na nią uczeń słabszy psychicznie, a przede wszystkim pod jakimś względem  „inny”, różniący się od reszty,  dający się wyobcować z klasowej społeczności – najczęściej przez jakąś cechę, którą można uczynić przedmiotem drwiny, niechęci lub odrazy. Krokiem następnym jest zaliczenie wybranej ofiary do kategorii takich osób,  które pod jakimś względem budzą negatywne uczucia. Z tym wiąże się zawsze stygmatyzacja – nadanie ofierze jakiegoś odstręczającego określenia, zwykle przezwiska, które ma ją deprecjonować, ośmieszać lub obrzydzać. Tu znajdują zwykle zastosowanie różne szkalujące epitety, jak na przykład „pedał” lub „ciapaty”. Teraz następuje operacja wyłączania ofiary z klasowej społeczności. Klasa odsuwa się, okazuje niechęć, pomija przy różnych okazjach. Ofiara czuje się coraz bardziej nielubiana, lekceważona, a następnie napiętnowana i wykluczona.  

         Wraz z tym wszystkim zaczyna się proces systematycznego dokuczania ofierze, wymyślnego dręczenia jej i nękania. Przywódca, zwykle z udziałem najbliższych wspólników, inicjuje różne akcje zadawania jej psychicznych udręk, których sednem jest zadanie ofierze cierpienia przez złośliwe jej ośmieszanie, poniżanie, okazanie pogardy lub wstrętu. Dręczyciele ścigają się w wyszukiwaniu co bardziej wymyślnych obrazów ukazujących osobę ofiary w sposób karykaturalny, ośmieszający, lub pogardliwy. Obrazy takie, puszczane w obieg  jako zdjęcia, filmiki, rysunki, doniesienia lub plotki, nierzadko za pomocą sieci telefonicznej lub internetowej, krążą swobodnie w kręgach rówieśników budząc złośliwe żarty i komentarze.

               Przedstawiony wyżej opis klasowego „hejtu” nad ofiarą nie jest bynajmniej imaginacją. Jest uogólnionym zdaniem sprawy z tego, co się dzieje w wielu klasach naszych szkół. Czytelnik bez większego trudu zauważy, że opis ten jest bardzo bliski  temu, co nazywamy linczem. Tyle tylko, że jest to lincz cichy i bezkrwawy, nękający, bo rozciągnięty w czasie. Oto mniej lub więcej zorganizowana grupa dzień po dniu dopuszcza się aktów wymyślnego szykanowania osamotnionej, bezbronnej i bezradnej ofiary. W grupie tej, jak to jest zawsze w linczu, można zawsze wyróżnić najbardziej aktywnych egzekutorów – oprawców (prowodyra i jego świtę), następnie żądnych widowiska podżegaczy oraz  gawiedź  złożoną  zarówno z obojętnych widzów, jak też tych, którzy wprawdzie współczują ofierze, ale nie mają odwagi, aby to okazać.  

Takie klasowe linczowanie nie kończy się wprawdzie śmiercią ofiary, ale – miejmy odwagę to powiedzieć – jest często codziennym cichym i cząstkowym zadawaniem jej śmierci cywilnej. Dla nastolatka nie ma większego życiowego dramatu, niż być wykluczonym i emocjonalnie odrzuconym przez grupę, której jest członkiem. Codzienne przebywanie w otoczeniu uprzedzonych do niego rówieśników, którzy przy każdej okazji znajdują sposób, aby mu dokuczyć, jest dla niego prawdziwą katorgą.  

Dla nastolatka nie ma większego życiowego dramatu, niż być wykluczonym i emocjonalnie odrzuconym przez grupę, której jest członkiem.

Codziennie, kiedy wchodzi do klasy, w oczach rówieśników odczytuje złośliwą radość z powodu nowego „hejtu”, jaki puszczono w obieg w klasie lub w sieci. Nigdy i nigdzie, ani w szkole, ani w domu, nie czuje się bezpieczny, wolny od złośliwości, jakie mogą go spotkać. Dręczy go stały nękający stres, któremu towarzyszą uczucia smutku i przygnębienia. Sprawiają one, że nie czuje się pewny siebie i nie wierzy we własne siły. Wskutek tego gorzej wypada w szkole, co budzi jedynie złośliwą radość w klasie. Nie znajduje w niej nikogo, kto okazałby tak mu potrzebne życzliwość, zrozumienie, wsparcie lub obronę. Przestaje wierzyć w siebie. Czuje się bezwartościowy. Popada w trwałą depresję. Słyszy, jak rówieśnicy przyjaźnie porozumiewają się między sobą, umawiają na kontakty po lekcjach. On jednak jest z tego wszystkiego wyłączony. Każdego dnia przeżywa opór i lęk przed pójściem do szkoły i spotkaniem z rówieśnikami. Wie, że czeka go kolejna porcja złośliwości lub szykan, którym nie potrafi ani się skutecznie przeciwstawić, ani także ich uniknąć. Nie ma nikogo, kto  rozumie jego stan i położenie, przed kim mógłby zwierzyć się ze swych zmartwień i u kogo mógłby znaleźć wsparcie i pociechę. Czuje się krańcowo bezradny, bo nie widzi ani kresu, ani wyjścia z matni, w której się znalazł. Ogarnia go rozpacz. Jest z nią zupełnie sam. Tak dochodzi do momentu, kiedy nie znajduje już sił, aby kontynuować swój los. Nie widzi już sensu w jakimkolwiek działaniu. Następuje psychiczne załamanie.

One thought on “Co się dzieje w klasie szkolnej?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: